rememberme blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 10.2008

Zemsta? O tak, najwspanialszy środek na ukojenie smutku. Złość nie jest tak ciężka do zniesienia jak smutek, chyba dlatego tak często sobie go zastępowałam ową złością, a co za tym idzie- zemstą.

Zdradził mnie chłopak. Nie wart ani on, ani ona, żeby o tym rozpisywać. Mimo, że znaczył dla mnie wiele. Boleśnie to przeżyłam. Przyjaciele, którzy nagle znikli, plotki, dziwne spojrzenia – to tylko mała część tego, co mnie czekało. W każdym razie przez pierwszy okres byłam smutna. Nie odbierałam telefonów. Potem zła. Bardzo zła. Lepiej czułam się ze złością, bo wtedy obwiniałam jego a nie siebie. Wyklinałam go w myślach. Zaczęłam odbierać telefony, ale tylko po to, żeby urządzać mu dzikie awantury. Cierpienie przykryłam grubym kocem. Stałam się złośliwą jędzą w czerwonych paznokciach.

Zemsta, owszem, nie wchodziła w grę. Początkowo. Jednak chłonąc zbawienną złość zaczęłam obmyślać niecne i szpetne plany zniszczenia. Najchętniej wszystkiego wokoło. Zemściłam się na niej, psując jej nowy związek. Uwiodłam jej mężczyznę. Było cudownie widzieć jej minę, gdy pokazałam jej zdjęcia. Jedyne wyrzuty sumienia dotyczyły zabawy niewinnym facetem, ale satysfakcja przyćmiła tą lekką słabość. I wkrótce o słabości zapomniałam.

Słabość mam.

Brak komentarzy

Do dobrych filmów. Po tacie.

Często chodzę do kina. Na DVD zdarza mi się coś obejrzeć, choć często nielegalnie, z prostej przyczyny. Nie stać mnie na wszystkie filmy, które chciałabym zobaczyć. A komputerowego „kina” poprostu nie toleruję. Przecież na tym małym ekranie nic nie widać!

Nie kocham się w Bradzie, nie lubię komedii romantycznych. W rubryce „ulubiony film” nie wpisuję „American Pie”, „Scary Movie” ani „Oszukać Przeznaczenie”. Przecież to totalne dno. Przez duże Dy. „Step Up” czy „Dirty Dancing” aka „Wirujący Seks” także nie zaciągną mnie przed ekran.

Śmieszą mnie koleżanki zachwycające się „Tylko mnie kochaj” czy czymś w tym stylu. To dobre dla trzynastolatek i zdesperowanych pań w kapciach. Poważnie.

Czy to takie trudne, wykroczyć trochę ponad ogół? Ambicji w tej dziedzinie nie będzie za dużo, uwierzcie.
Filmy dzielę na te słabe, dobre i bardzo dobre. Bardzo dobrych nie widziałam zbyt wiele, ale ich ilość nie jest proporcjonalna do zmian jakie zaszły w moim światopoglądzie po obejrzeniu tych arcydzieł. „Amelia”, „Duma i Uprzedzenie” (wiecie, że tę historię przeniesiono aż 10 razy na taśmę filmową?), „Angielski Pacjent”. Złota trójka. Godne polecenie. Wywarły na mnie takie wrażenie, że całą noc spędzałam na myśleniu. Nie mogłam się od nich uwolnić, oczywiście w pozytywnym znaczeniu.

Dobrych też wymienię kilka, niech będzie. „Pokuta” ze świetną Keirą Knightley (zagrała także w wyżej wymienionej „Dumie i Uprzedzeniu” z roku 2005). „Malowany Welon” z rewelacyjnym Edwardem Nortonem. Ten mężczyżna na mnie działa! Nieśmiertelny „Forrest Gump” i jego filozofie, wzruszający „Pianista”, „Przerwana Lekcja Muzyki” z Winoną Ryder i Angeliną Jolie, „Piękny Umysł” o możliwościach tylko dla wybranych. „Kochanie króla”- świetnie ukazana sytuacja Anglii z XIV wieku. Oczywiście multum historyków nie zgadza się z tym przebiegiem wydarzeń, zwłaszcza jeśli chodzi o rolę w tym całym zamieszaniu jaką odegrała kobieta. Ja wolę jednak dalej podziwiać siłę płci pięknej.

Czekam z niecierpliwością na „The Duchess”. Dramat historyczny z romansem, wspaniala Keira, produkcja amerykańsko-brytyjska – czyli to, co robi na mnie największe wrażenie. Zapowiada się wspaniały film. Zapraszam do kin:)

Tak na marginesie: swojego czasu zajmowalam się aktorstwem ;)

Odpowiedź jest prosta. Kobietą. Ja czuję się Kobietą przez duże K.

Emancypacja, nietolerancja, prześladowania. Tak, to wszystko związane jest z nami, kobietami. Fakt, w naszym kraju często spotykają nas nieprzyjemności, ale to przecież kwestia wychowania. Znam wielu mężczyzn i mogę ich podzielić na dwie grupy. Ci pierwsi nie mają za grosz szacunku do płci pięknej. Uważają, że to my powinnyśmy sprzątać, gotować, wychowywać dzieci. A spróbujmy zarabiać więcej! Drudzy natomiast pomagają swoim kobietom (siostrom, matkom, partnerkom) w pracach domowych, stosują podział pracy w domu. Cierpimy bo brak nam wyzwolenia? Nonsens. To często kobiety narzucają pogląd o kurach domowych. Moja babcia jest wspaniałą kobietą, ale uważa, że mężczyznom nie wolno nic robić w domu. A jeśli pani domu nie ugotuje obiadu to istny wstyd! Często słyszałam „pozmywaj naczynia, przecież jesteś dziewczyną!”, „posprzątaj! to wstyd, że dziewczyna nie utrzymuje porządku!”.

Według mnie być kobietą jest bardzo przyjemnie. Potrafimy zgrywać niezależne, zimne suki w pracy, a w domu przy partnerze stajemy się małymi dziewczynkami. Potrafimy owinąć sobie mężczyzn wokół małego palca. W naszych głowach miliony pomysłów, intryg. Zapytajcie same siebie, czy choć raz zgrywałyście słodkiej, nieporadnej istoty? „Kochanie, bez Ciebie nie dam rady. Pomożesz?”. Te sztuczki, słodkie oczka.

A ile przyjemności czerpiemy z naszej kobiecości. Uwielbiami się stroić, pięknie wyglądać, zwracać na siebie uwagę. Te męskie spojrzenia na naszym ciele. Potrafimy zdziałać cuda lokówką, maskarą i małą czarną – ucieleśnieniem piękna za pomocą prostego fasonu. Palenie papierosa w wykonaniu kobiety jest istnym przedstawieniem. Nasi najlepsi przyjaciele to właśnie mała czarna, brylanty, szampan, tulipany. 
KOBIETĄ była dla mnie Audrey Hepburn. Istna kokietka. Esencja stylu, elegancji i kobiecości.
Najbardziej kobiece stajemy się jednak kiedy przychodzi czas na macierzyństwo. Ciąża i późniejsze wychowywanie dziecka – najpiękniejszy moment naszego życia.

Czy wiecie, że na świecie wszystko stało się przez kobiety? Dajmy na to Annę Boleyn. Doprowadziła do rozwodu Henryka VIII Tudora z Katarzyną Aragońską, a tym samym do aktu supremacji. Jej córka Elżbieta I Tudor świetnie rządziła Anglią w następnych latach. Ktoś kiedyś powiedział, że wojny spowodowane były seksualnymi niepowodzeniami monarchów.


  • RSS