Kochaliśmy się wczoraj namiętnie. Było cudownie i nastrojowo. Czułam, że do siebie należymy. Wiedziałam, że go kocham i to było to coś, dzięki czemu nasz seks był tak udany. Cały dzień mnie doceniał, podziwiał i zapewniał, że kocha; spędziliśmy bardzo miłe chwile. Wieczorem przepełnieni byliśmy uczuciami do siebie, więc nasze zbliżenie nabrało ogromnego temperamentu. Kiedy w jego mieszkaniu całował mnie po całym ciele, kiedy gładził dłońmi moje ramiona, piersi i brzuch, czułam się niezwykle seksowna; wiedziałam, że on też jest tego pewien. Miałam gęsią skórkę, oddychałam głośno, a z każdym jego dotykiem coraz bardziej chciałam poczuć go w sobie. Nie rozebrał mnie do końca, miałam bluzkę zsuniętą na biodra – to tylko dodawało pikanterii. Czułam jego język na całym moim ciele, byłam tak podniecona, że szeptałam mu do ucha: „weź mnie”. Kochaliśmy się na sofie, wydawało mi się, że czas się zatrzymał, a tylko nasze ciała poruszają się wspólnym rytmem. Wzdychałam i pojękiwałam. Przytulał mnie mocno. Wziął mnie na ręce i ułożył na stole. Zmienił rytm na szybszy, a moje jęki przemieniły się w krzyki. Moje ciało w spazmach rozkoszy wiło się na blacie. To było coś najpiękniejszego na świecie. Zakończyliśmy na podłodze, potem długo przytulaliśmy się i patrzyliśmy sobie w oczy. Powiedział, że chce, żebym była z nim na zawsze i pocałował mnie w czoło. Leżeliśmy tak przez kilkanaście minut. Był wykończony, ale ja chciałam więcej. Kusiłam go, nęciłam, uwodziłam…