rememberme blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 5.2010

Muszę w końcu się za to zabrać. Generalny remont szafy. Podchodziłam do tego już kilka razy, ale zawsze rezygnowałam, ten bałagan mnie po prostu przeraża :) Do tego wszystkiego dochodzi nieodparta chęć oddania się bez pamięci shopping spree. Niestety, pieniążów brak. 
Matury już za mną, teraz niecierpliwe i dłużące się czekanie na wyniki. Już chciałabym się cieszyć, że mi dobrze poszło. Próbuję zająć się przygotowaniami do egzaminów wstępnych. Czytam książki o architekturze, przeglądam zdjęcia, szukam cech charakterystycznych. Nie wyobrażam sobie, żeby to wszystko poszło na marne. Nawet nie dopuszczam do siebie myśli, że mogę się nie dostać. Dostanę się, i tyle! Przyszły tydzień spędzam w Gdańsku na kursie przygotowującym, później egzaminy. P. jedzie ze mną.
A co u P.? Ostatnio mnie rzucił. Tak o, bez powodu. To nie jest normalne, zwłaszcza po zapewnieniach typu „nigdy cię nie zostawię”. Zapewnienia straciły znaczenie, ja straciłam tę pewność, że mogę na niego liczyć. Oczywiście przeszło mu, w środku nocy wyrwał mnie z łóżka i wszystko cofnął. Z moich obietnic, że tym razem nie dam sobą tak manipulować też nic nie zostało. Ale i tak zrobiłam postępy, bo nie dzwonilam do niego i nie błagałam, żeby wrócił. Pomyślałam, że skoro rzucanie mnie przychodzi mu tak łatwo, to może rzeczywiście nie jest mnie wart. Tylko czym są takie przemyślenia, jeżeli jestem tak na maksa zakochana w tym głupku? To mnie kiedyś zgubi, jestem tego pewna. 

Oj, bardzo dużo. Egzaminy ustne z angielskiego na obu poziomach, zatrucie pokarmowe dzień przed jednym z nich (nigdy więcej kebabów!), użeranie się z P. i nieustanne szukanie sposobu na niego. Dzisiaj całkiem szczerze sobie porozmawialiśmy, dowiedziałam się naprawdę przerażających faktów. Z jednej strony jestem zła, że dopiero teraz, z drugiej jestem po prostu zawiedziona, że nie jest tak idealny jak myślałam. Nie wiem już, czy to PMS, czy jego wady, a może moje szukanie problemów na siłę. Wkurza mnie, że próbuje mnie wychować, że chce mi coś udowadniać, że gra. To wszystko nie jest fair, to nie jest naturalne. To nie tak powinno wyglądać. Śni mi się mój eks, często go sobie wspominam. Nie wiem, czy nie żałuję. Jestem zła, bo znowu nie wiem czego chcę. A to jest ponoć takie niezbędne w dzisiejszych czasach. Być niezależną, pewną siebie, wiedzieć czego chcę. Jak tu być niezależną od facetów? To jest jakaś utopia! Jestem emocjonalnie przywiązana sznurkiem do mojego P. Każda jego odzywka, która powinna brzmieć inaczej niż w rzeczywistości daje mi do myślenia. Ciągle analizuję, myślę, szukam, doprowadzam się do szału.. Ratunku!
Do tego wszystkiego wczoraj wpadłam w panikę, że nie zdążę złożyć mojej deklaracji rekrutacyjnej na architekturę i nie wezmę udziału w rekrutacji. Boże, cały rok przygotowań, marzenia, cele, plany… Wszystko byłoby stracone. Wszystko okaże się jutro.

Powinnam mieć przyjaciółkę, taką od serca. To zdecydowanie odciążyłoby serwis blog.pl.

Wczoraj będąc w centrum handlowym wybraliśmy się do Ikei. Kupowaliśmy lampy do nowego domu P.. Jak tylko zaczęłam cieszyć się tym, że liczą się dla niego moje sugestie, że do salonu kupił te lampy, które ja wybrałam i że zachowujemy się jak prawie-rodzinka, przychodziła mi do głowy TA myśl. TA okropna. Że ten dom budował z myślą o swojej byłej, że mieli tam razem mieszkać, że mieli brać ślub. A teraz to tam będziemy spędzać nasz czas. Na całe szczęście nie będę tam z nim mieszkać, nie wytrzymałabym, myśląc, że to ona sobie zażyczyła tej ogromnej garderoby za sypialnią. Na całe szczęście, jak wszystko dobrze pójdzie, za jakieś pół roku jedziemy razem na stałe do Gdańska i zostawię te myśli za sobą. Jak dojdzie do tego, że zamieszkamy razem to będzie tylko NASZE mieszkanie, powstałe z NASZYCH planów i pełne NASZYCH wspomnień.
Boże! Mówił, że to właśnie do mnie pierwszy raz w życiu poczuł chemię, że kocha mnie tak jak kocha się tylko jedną kobietę. Jego była też to pewnie słyszała. To chyba jest naturalne, bo jakoś nie mogę tego inaczej uzasadnić, ale ja często łapię się na tym, że myślę o niej źle, że jestem niechętnie nastawiona. Nie znam jej w ogóle, na żywo widziałam ją może raz. W dodatku to ja odbiłam jej prawie-narzeczonego. Taka młoda, w dodatku jego „uczennica” (P. swojego czasu uczył mnie rysunku). Natura kobiety jest straszna! Zazdrosna, złośliwa, wręcz nie do zrozumienia.
Mój ojciec ma problem. Ze sobą, tak myślę. Ale o tym innym razem. Sama jeszcze nie wiem co o tym myśleć, jak do tego podejść. Może w ogóle do tego nie podchodzić. To chyba nie jest usprawiedliwieniem jego dziwnego sposobu wychowania mnie, mojego brata. To nie usprawiedliwia jego furii, awantur, tego wszystkiego, co zrobił.
Już we wtorek ustny angielski. Zaczynam przygotowania. Czuję się w miarę pewnie, ale trzymajcie kciuki;)

Seks na zgodę? Ponoć dobry sposób. Na pewno ogromnie przyjemny i pełen emocji. Namiętny i gorący. Pozwala za pomnieć o przyczynie konfiliktu, niestety tylko na czas jego trwania. Już po wszystkim wraca uczucie rozczarowania tą drugą osobą i wracają nierozwiązane spory. Skąd wiem? Sprawdziłam. Nadal mam żal, że P. mnie nie przeprosił, że nie cofnął tych wszystkich słów. Że nie powiedział, że to co mi wykrzyczał w twarz było tylko złośliwościami. Dla mnie to i tak AŻ złośliwości, bo nawet w furii nie ma prawa mówić takich rzeczy. Jak na razie sprawy z P. mają się całkiem dobrze, wmawiam sobie, że to przejściowe i że tak naprawdę jesteśmy razem szczęśliwi. Bo jesteśmy, i to na maksa. Ale tylko wtedy, gdy się nie kłócimy.
Mam mocną, czarną i słodką kawę. Chyba mnie uzależniła. Zaraz zacznę rozwiązywać testy z poprzednich egzaminów na studia, później parę innych ćwiczeń. Tak się właśnie teraz przygotowuję. W między czasie czytam, oglądam Kasię i Tomka i Gotowe na wszystko. Rysuję, szkicuję, maluję. Przeglądam inne blogi. Jeżeli nie trafiam na księży lub odchudzające się czterdziestokilogramowe nastolatki, zostaję i czytam. To mnie jakoś napędza, pozwala docenić, to co mam.

Trochę inspiracji

PS. Nigdy więcej nie kupię perfum w internetowych perfumeriach. Wysłali mi podróbkę!

Z moim P. nie da się wręcz wytrzymać. Wczoraj poszłam z koleżanką na piwo, poplotkować. Do lokalu. Same. Nie stanowiło to ponoć żadnego problemu. Nagle jednak problem zaczęło stanowić. Oczywiście, po fakcie. Wielka awantura, słowa które bolały. Obwinianie mnie za coś, czemu nie byłam winna. Oskarżanie o to, czego się nie domyśliłam, a ponoć powinnam była się domyślić. Płacz do 2 w nocy, nad ranem otępienie. Przez jakiś wyimaginowany problem! A słowa, które zostały wypowiedziane w złości utkwią w mojej pamięci na jakiś czas. Przecież ukochanej osobie nawet w największej złości nie mówi się takich rzeczy! To nie jest żadne wytłumaczenie!
Najgorsze, że tak mocno kocham. Daje sobą w ten sposób pomiatać. Pozwalam na ponowne wychowywanie mnie. A nigdy nie chciałam takiego związku. Nadal nie chcę. Obiecuję sobie, że nastepnym razem to ja sobie odpuszczę i przestanę wydzwaniać, pisaćl, prosić o spotkanie. Tylko, że boje się tej straty i za każdym razem to właśnie ja przepraszam, to ja dzwonię i to ja wyciągam rekę.  Tu tkwi ten sekret. Za mocno kocham. Nie mogę myśleć. Czy to jest toksyczne?
Oczy bolą, głowa boli, serce też.

Czytam „Kto zabił Palomina Molero?” Mario Vargas Llosy. Polecam.

Tak mi się wydaje, że każdy z was też ustawia swoją osobę na najwyższym miejscu w waszej hierarchii społeczeństwa. Oczywiście, zdajemy sobie sprawę, że gdzieś tam na Harvardzie stacjonuje bardzo mądre grono naukowców i profesorów, ale wiemy też doskonale, że jak nikt inny znamy się na wszystkim najlepiej. To ja mam najlepszy gust, to ja mogę oceniać wszystkich swoją miarką - myślicie. Może to taka natura człowieka, albo poprostu przystosowanie do tego szalonego nowoczesnego świata. Być może.. Chociaż, jeżeli każda osoba czuje się wyjątkowa, to tak naprawdę nikt nie jest wyjątkowy, zgadza się? Wszyscy w takim wypadku są równo mierni i średni. To niezbyt pocieszająca perspektywa dla przekonanych w swojej świetności jednostek.
Właśnie zdałam sobie sprawę, jakie pseudo psychologiczne myśli wykładam. Swoją drogą, psychologia to bardzo ciekawa i szeroka dziedzina nauki. Zdziwilibyście się, co by o was powiedział profesor psychologii po krótkiej rozmowie na temat dzieciństwa czy snów.

Cały czas jestem na etapie poszukiwania jakiejś świetnej, zjawiskowej, niesamowicie ciekawej, odsłaniającej nowe horyzonty książki.Dość duże wymagania, wiem. Ale tylko w ten sposób mogę zadowolić swoje chęci.
Strasznie mi dziwnie, jak już nie muszę liczyć zadań z matematyki, parafrazować angielskich zdań. Trochę boję się to powiedzieć, ale chyba mi tego brakuje… Nie ma się co o mnie martwić, właśnie zabieram się za poprawianie mojej prezentacji maturalnej. Już najwyższa pora się za to zabrać, zostały mi jakieś dwa tygodnie do egzaminu ustnego z polskiego.
Cześć i czołem. (czyli wesoło mi )

Po jakimś czasie znowu tutaj wracam. Mam taki toksyczny związek z blog.pl.
Od ostatniego blogowania wiele się zmieniło, więc mam plan napisać o sobie od nowa. Właśnie skończyłam liceum, jestem w trakcie maratonu maturalnego. Część pisemna już za mną, zostały mi tylko egzaminy ustne. Najbliższy cel to dostać się na studia, ściśle mówiąc mam na myśli architekturę. Ten rok poświęciłam na przygotowania do egzaminów wstępnych, rozwiązywanie zadań z matematyki i spotykanie się z moim P.
Wciąż szukam inspiracji, obserwuję grę kolorów i światła, wszystko dookoła mnie interesuje. Czytam książki, które zwykle oceniam po okładce i z tego też względu nadmiernie często ich nie kończę. Moim fetyszem są buty od Miu Miu, które ciągle przeglądam w Internecie i odkładam pieniądze. Kolejnym must-have jest Mini Cooper, klasa sama w sobie. W życiu chcę być niezależna, zawsze powtarzałam, że sama zarobię na te rzeczy. Wizję swojego przyszłego domu, jak na przyszłego architekta przystało, mam już w swojej głowie.
Mam taką irytującą, mimowolną cechę: podczas nawiązywania nowych znajomości czuję wyższość nad drugą osobą. Zdaję sobie sprawę, że nie jestem idealna, że mam wiele wad, ale mimo wszystko często myślę, że tylko ja mam rację i że tylko moje poglądy są poprawne. Ciężko spojrzeć mi na jakąkolwiek sytuację z perspektywy osoby trzeciej. Irytujące, co?


  • RSS