Oj, bardzo dużo. Egzaminy ustne z angielskiego na obu poziomach, zatrucie pokarmowe dzień przed jednym z nich (nigdy więcej kebabów!), użeranie się z P. i nieustanne szukanie sposobu na niego. Dzisiaj całkiem szczerze sobie porozmawialiśmy, dowiedziałam się naprawdę przerażających faktów. Z jednej strony jestem zła, że dopiero teraz, z drugiej jestem po prostu zawiedziona, że nie jest tak idealny jak myślałam. Nie wiem już, czy to PMS, czy jego wady, a może moje szukanie problemów na siłę. Wkurza mnie, że próbuje mnie wychować, że chce mi coś udowadniać, że gra. To wszystko nie jest fair, to nie jest naturalne. To nie tak powinno wyglądać. Śni mi się mój eks, często go sobie wspominam. Nie wiem, czy nie żałuję. Jestem zła, bo znowu nie wiem czego chcę. A to jest ponoć takie niezbędne w dzisiejszych czasach. Być niezależną, pewną siebie, wiedzieć czego chcę. Jak tu być niezależną od facetów? To jest jakaś utopia! Jestem emocjonalnie przywiązana sznurkiem do mojego P. Każda jego odzywka, która powinna brzmieć inaczej niż w rzeczywistości daje mi do myślenia. Ciągle analizuję, myślę, szukam, doprowadzam się do szału.. Ratunku!
Do tego wszystkiego wczoraj wpadłam w panikę, że nie zdążę złożyć mojej deklaracji rekrutacyjnej na architekturę i nie wezmę udziału w rekrutacji. Boże, cały rok przygotowań, marzenia, cele, plany… Wszystko byłoby stracone. Wszystko okaże się jutro.

Powinnam mieć przyjaciółkę, taką od serca. To zdecydowanie odciążyłoby serwis blog.pl.