Fever!
Już po Gdańsku. Tydzień spędzony z P. w Trójmieście. Całe 7 słodkich dni. To było przepiękne i gorzkie jednocześnie. Taka mała próba wspólnego mieszkania. Nie obyło się oczywiście bez bezsensownych kłótni o mojego eks, sprzeczek o głupoty i obrażania się na siebie nawzajem. Ja już nie wiem, czy z tym mam walczyć, próbować coś zmienić, znaleźć TEN właściwy sposób, czy poprostu pozwolić sobie płynąć z tym dzikim prądem. To jest dość osobliwe, P. potrafi sobie przypomnieć, że miałam kiedyś eks, że on nie jest moim pierwszym facetem i rozwalić nam cały wieczór. Oprócz tego oglądaliśmy, lub próbowalismy oglądać, filmy o gejach (nie wiem, skąd nagle ta fala homoseksualizmu), przechadzaliśmy się po Skwerze Kościuszki, Bohaterów Monte Casino, ulicy Długiej, robiliśmy zakupy, gotowaliśmy obiady, piliśmy. Nawet dałam się namówić na mały clubbing ;) Podoba mi się to „życie studenckie”, to społeczeństwo studentów architektury, zajęcia z rysunku, malarstwa, rzeźby. To jest takie kreatywne i różne od tej czysto teoretycznej wiedzy. Już nie mogę się doczekać, jak dowiem się, że to właśnie ja jestem studentką architektury i ubranistyki. W przyszły weekend mam egzaminy wstępne, także uprzejmię proszę trzymać swoje szanowne kciuki!
Jestem po pysznym, różowym winku i trudno mi tutaj sklecić coś logicznego i interesującego jednocześnie. Nie ma co zagłębiać się w monotematyczny problem z P. i jego trudnym i dominującym charakterem. Nie ma co pisać o miłości, bo to banał. Cliche!, jak to się teraz mawia.  Nie ma co i nie ma nic. W takim razie przesyłam pozdrowienia z mojego ciepłego łóżeczka i życzę udanego życia ;)