P. ostatnio przeszedł istną metamorfozę. Po prostu facet jest nie do poznania! Zabrał mnie na romantyczną kolację tego samego dnia, którego spełnił też jedno z moich marzeń – załatwił mi jazdę próbną mini cooperem. Nie kłóci się już ze mną, a jeżeli już to pierwszy wyciąga rękę i przeprasza, pisze i dzwoni dużo. O tym zawsze marzyłam. A czemu zawdzięczam taką przemianę? Poczuciu winy. Tak, P. ma wyrzuty sumienia, bo oświadczył się swojej byłej. Albo raczej ma wyrzuty sumienia, bo ja się o tym dowiedziałam. I znowu nie potrafiłam od niego odejść po takim świnstwie. Całe zdarzenie miało miejsce po tym, jak się ze mną pokłócił. Wsiadł w samochód w nocy, pojechał do niej i prosił, żeby do niego wróciła i za niego wyszła! Najśmieszniejsze jest to, że on ją przecież rzucił dla mnie. Telenowela.
Jak tylko to usłyszałam, myślałam, że to jakieś kłamstwa. Ale zapytałam P, czy to prawda. W pierwszej chwili zaprzeczył. Było mi strasznie głupio, że w ogóle pomyślałam, że takie coś mogłoby się wydarzyć. A jednak, po paru minutach powiedział prawdę. Byłam tak wściekła, że chciałam od niego uciec jak najdalej. Nie pozwolił mi wyjść. Jeszcze nigdy nie widziałam go w takim stanie. Płakał, błagał, zapewniał. Mówił, że to nic nie znaczyło, że to było w złości na mnie, że to przypływ emocji. Ale przecież to żadne wytłumaczenie!
Głupio mi się przed sobą przyznać, że jestem taka słaba. Sama przed sobą go tłumaczę. Nie o takim związku marzyłam. Teraz ani nie ufam, ani nie jestem niczego pewna. I znowu sobie obiecuję, że następna kłótnia będzie ostatnią. Głupia, głupia, głupia!