Wczoraj, od samego rana, niecierpliwie wyczekiwałam na wyniki z egzaminów wstępnych. Już nie wiedziałam, co mam ze sobą robić. To czytałam chwilę książkę,  to kręciłam hula hop (na talię osy ;) ), to malowałam paznokcie na kolor miętowy. I doczekałam się! Wszystko poszło w miarę dobrze, z 700 osób tylko 220 miało ten wymagany próg, potrzebny do dalszej rekrutacji. A wsród tych osób, mniej więcej w połowie listy – moje nazwisko! Kamień spadł mi z serca, jednak przez te moje chore ambicje nie cieszyłam się jakoś zbytnio. Marzyłam o pierwszym miejscu na liście ;)

W tej sytuacji odpuszczam sobie egzaminy wstępne w Poznaniu, czekam niecierpliwie na wyniki z matury (środa) i mam ogromną nadzieję, że się dostanę. A wczoraj zrobiliśmy sobie małą celebrację. Różowe winko, czekolada, miły wieczór. Tak mogłoby być codziennie!

Wakacje mi mijają raczej powoli. Pomagam trochę P., daje mi do domu czasem jakieś proste projekty. Od czasu do czasu jedziemy „na wycieczkę”. Zabieramy psa, kocyk, sok ananasowy i wylegujemy się na plaży. A ja, z tego nadmiaru wolnego czasu zaczęłam intensywną pracę nad sobą. Biegam, jeżdżę rowerem, pływam na basenie, próbuję się zdrowo odżywiać. Nie mam w tym jakichś wyższych celów, nie chcę chudnąć. Tak o, dla lepszego samopoczucia.

Polecam Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki Mario Vargas LLosy. Niesamowita książka.