rememberme blog

Twój nowy blog

Wpisy, których autorem jest autor

Pozytywne nastawienie mnie nie
opuszcza. Mam ochotę wbiec do sklepu papierniczego i kupić pełno
pięknych zeszycików, długopisów, ołówków. Otaczać się takimi
słodkimi, dziewczęcymi rzeczami. Urządzić swój pokój w Gdańsku
w designerskim stylu, w kolorach beżowo-orzechowych. Wydać całe
pieniądze na nowe, modne ubrania. Pojechać z moim P. do Włoch.


Z tego wszystkiego właśnie spełniają
się Włochy. Płacimy już zaliczki, planujemy wycieczki po Wenecji
i Trieście. Będzie niesamowicie, tylko najpierw czeka mnie dużo
wyrzeczeń. Mam na myśli oszczędzanie pieniędzy. Póki są na
koncie, wszystko jest w porządku. Schody zaczynają się, kiedy
zewsząd atakują mnie super okazje, promocje, nowe kolekcje,
kolorowe kosmetyki. Zakupy mnie wręcz przybijają, bo ciągłe
myślenie „wycieczka czy seksowne jeansy” mnie męczy. Może to i
puste i próżne, ale mam to gdzieś.


Mało mam czasu na czytanie książek,
nad czym ubolewam. Niby wakacje, niby nic takiego nie robię, ale
minuty mi uciekają między palcami. Niedługo zaczynają się studia
(z czego się ogromnie cieszę) i wolne się skończy, czytanie
książek też. Zaczęłam staż i mimo że szefuje mi mój własny
facet, pracuję bardzo sumiennie. Cieszę się każdym dniem w pracy,
bo to najzwyczajniej w świecie daje mi satysfakcję. Oby mi tak
zostało do końca życia, bo nie mam zamiaru męczyć się robiąc
coś, o czym zawsze marzyłam.


I choć nachodzą mnie melancholijne
momenty, wciąż jestem szczęśliwa, radosna i pozytywna w każdym
calu!


Cat Power – Werewolf

Dostałam się! Na pierwszej liście, na dość dobrej pozycji. Jestem zadowolona, szczęśliwa, pozytywnie nastawiona na moją przyszłość. Nie mogę się doczekać października i pierwszych zajęć. Nie mogę uwierzyć, że moje marzenie spełniło się z taką łatwością. Bez żadnych problemów, choć nie bez chwil zwątpienia. Kilka takich momentów było, ale.. Ale to już nie ważne. P. mnie straszy, że studia na tym kierunku są bardzo pracochłonne, ale mnie to nie przeraża. Jeszcze nigdy nie byłam tak nastawiona. To przez to, że osiągnęłam mój cel. I w końcu wszyscy, którzy we mnie nie wierzyli, mają za swoje!

Od przyszłego tygodnia zaczynam staż, teraz pomagam trochę w firmie rodzinnej. Mam dużo sił na wszystko, to znaczy na pracę, P., czytanie, wyjazdy, imprezy. Jedyne czego mi brak, to kilku dodatkowych godzin w ciągu doby. Bo czasu mi za mało zdecydowanie. Zwłaszcza, że ostatnio czuję ogromną potrzebę samorealizacji. Określiłam nowe cele i teraz dążę do ich realizacji. Tylko biegać przestałam. Niestety. Tutaj nie chodzi o zgubienie zbędnych kilogramów, tylko pozbycie się tej fałdki na brzuchu! Nie wiem skąd ona się tam wzięła, ale na pewno nie chcę, żeby tam została.

Kontakty z M. cały czas odnawiam. Jest teraz w ciąży i planuje ślub. Przez te rewelacje sama stałam się bardziej pro-rodzinna i coraz częściej wyobrażam sobie siebie z takim brzuszkiem :) Ale spokojnie, to dopiero po studiach. I najpierw muszę sprawdzić, czy mój P. się nada na ojca.

Z niecierpliwością wyczekuję 13 lipca. Nie chodzi tu wcale o urodziny mojego eksa, ale o publikację listy zakwalifikowanych na kierunek architektura i urbanistyka na PG. Wierzę, że będzie dobrze, po prostu potrzebuję potwierdzenia.

Razem z P. pracujemy, razem wypoczywamy w domku letniskowym jego rodziców. Pływamy łódką, kąpiemy się z psem w jeziorze, grillujemy. Dzisiaj podczas tych wszystkich jakże przyjemnych zajęć znalazłam sposób na fochy P. Pozwoliłam pójść mu samemu, w stanie ogromnego obrażenia, na mały spacer z psem. Posiedziałam z jego mamą ze smutną minką, później poszłam go szukać. Z uśmiechem powiedziałam, żeby już się na mnie nie gniewał. I poskutkowało! Bez histerii, krzyku i co najważniejsze – fałszywego przyznawania, że miał rację. Swoisty sukces :)

Planujemy małą wycieczkę. Już rok temu sobie obiecywałam, że po maturze pojadę w świat. I tak oto chcemy zwiedzić Pragę, Wiedeń, Budapeszt i spędzić kilka dni nad tak zwanym Morzem Węgierskim. Zapowiada się całkiem ekscytująca wyprawa, najpierw jednak muszę zarobić trochę pieniędzy i wymyślić trasę. To chyba ostatnia szansa na najbliższe kilka lat, kiedy będę mogła sobie pozwolić na takie szaleństwo. Później tylko praca, praca i praca.

Póki co wszystko idzie po mojej myśli. Nawet mieszkanie w Gdańsku już prawie zaklepane. Z ostateczną decyzją czekam, bo jeszcze nie jestem w stu procentach pewna. Po 13 lipca się okaże. I zacznie się to, o czym tak długo i intensywnie marzyłam.

…bo tej damsko-męskiej przecież nie ma, prawda? Nie wyobrażam sobie, żeby dwoje przedstawicieli przeciwnej płci mogło tworzyć zgrany duet bez żadnych podktekstów seksualnych pojawiających się prędzej czy później. Kiedyś oburzałam się na każego, kto wypowiadał się w podobnym tonie jak ja teraz. Z prostego względu – miałam męskiego przyjaciela. I było całkiem fajnie. Ale raz, że miałam wtedy 13 lat, a dwa, że po kilku latach znajomości na jakieś dwa miesiace staliśmy się parą, a potem rozwaliliśmy i ten śmieszy związek, i całkiem wartościową przyjaźń. Wyjątkiem od tej reguły są chyba tylko przyjaźnie zawiązywane z homoseksualistami, którzy nigdy nie nie podejdą do nas od tej „seksualnej strony”.

Może się zdarzyć, że taki związek damsko-męski powstały jedynie na zasadach przyjaźni będzie miał miejsce. I co wtedy? Stałe pilnowanie się, żeby się nie zakochać? Powstrzymywanie tej całej erotycznej otoczki, która jest z resztą naturalna? Tłumaczenie, że to tylko kolega/koleżanka? Zazdrość partnera? To jest chyba zbyt problematyczne.

A co do relacji kobieta-kobieta, postanowiłam odnowić moją znajomość z M. Przeżyłśmy razem wiele wzlotów i upadków, ale z perspektywy czasu zauważam, że ona mnie dużo nauczyła. Mimo wad, które obie doskonale znałyśmy, potrafiłyśmy się dogadać i spędzać wspólnie czas. Tylko jej powiedziałam o problemach w domu, o tym, że zdradzałam swojego byłego. Umówiłyśmy się całkiem spontanicznie na kawe. I rzeczywiście! Mimo tej długiej przerwy, rozmawiałyśmy razem tak jak kiedyś. Przede wszystkim szczerze. Mogłam jej otwarcie mówić o P., ona otwarcie mówiła mi o planowaniu swojego ślubu (jest w moim wieku, przez co ta sprawa jest dość ‚skandaliczna’ w naszej małomiasteczkowej społeczności). Wyznaczyłam sobie nawet taki cel, żeby odkurzyć trochę tę naszą przyjaźń.

Dzisiaj razem odebrałyśmy wyniki z matur. Jestem więcej niż zadowolona! Matematyka rozszerzona – 76 % , angielski rozszerzony – 90% !! :) Coraz bardziej czuje się studentką.

Wakacje!

3 komentarzy

Mimo że wolne mam jakoś od końca kwietnia, dopiero teraz czuje te wakacje. Przejażdżki kabrioletem, lektura książki w ogrodzie, zimne piwo na plaży, spacery po przystani jachtowej. Brakuje mi jeszcze jakiejś szalonej dyskoteki nad jeziorem, ale mam nadzieję, że już wkrótce nadrobię tę okropną zaległość. Czas mi mija leniwie i w mgnieniu oka jednocześnie. To chyba taki wakacyjny tryb czasoprzestrzeni, lekko zagiętej żarem z nieba.

Po tym, jak informacja o wynikach powoli docierała do mojego mózgu, zaczęłam czuć się już studentką. Może to za szybko, bo przecież nic jeszcze nie jest pewne.. Ale to ogromnie przyjemnie myśleć sobie o nowym mieszkaniu, o usamodzielnieniu, o kreatywnych i inspirujących studiach. P. postanowił wyprowadzić się ze mną do Gdańska. Oboje wiemy, że ciężko byłoby nam sobie ufać na odległość, mimo że nikt o tym głośno nie mówi. Może właśnie stąd ta decyzja. Pomijam te wszystkie wady, minusy, zmartwienia i nie chcę przerywać tego, co jest. Niech się toczy swoim tokiem, a wszystko się w swoim czasie stanie jaśniejsze i bardziej klarowne.

Ostatnio w głowie mam M., moją dawną przyjaciółkę. Żałuję, że dawną. Obie popełniłyśmy wiele błędów. Wcześniej miałam o wszystko do niej żal, teraz mam do siebie. M. układa sobie życie ze swoją drugą połówką. Kupili mieszkanie, przeprowadzają się do Gdańska, planują ślub (!) i dziecko (!!!). Na widok jej pierścionka zaręczynowego ściska mnie z zazdrości, chociaż ja wcale takowego nie oczekuję i jak na razie nie chcę oczekiwać. Trzymam za nią kciuki, szkoda tylko, że ona o tym nie wie.

A tymczasem wracam do Mistrza i Małgorzaty.

Wczoraj, od samego rana, niecierpliwie wyczekiwałam na wyniki z egzaminów wstępnych. Już nie wiedziałam, co mam ze sobą robić. To czytałam chwilę książkę,  to kręciłam hula hop (na talię osy ;) ), to malowałam paznokcie na kolor miętowy. I doczekałam się! Wszystko poszło w miarę dobrze, z 700 osób tylko 220 miało ten wymagany próg, potrzebny do dalszej rekrutacji. A wsród tych osób, mniej więcej w połowie listy – moje nazwisko! Kamień spadł mi z serca, jednak przez te moje chore ambicje nie cieszyłam się jakoś zbytnio. Marzyłam o pierwszym miejscu na liście ;)

W tej sytuacji odpuszczam sobie egzaminy wstępne w Poznaniu, czekam niecierpliwie na wyniki z matury (środa) i mam ogromną nadzieję, że się dostanę. A wczoraj zrobiliśmy sobie małą celebrację. Różowe winko, czekolada, miły wieczór. Tak mogłoby być codziennie!

Wakacje mi mijają raczej powoli. Pomagam trochę P., daje mi do domu czasem jakieś proste projekty. Od czasu do czasu jedziemy „na wycieczkę”. Zabieramy psa, kocyk, sok ananasowy i wylegujemy się na plaży. A ja, z tego nadmiaru wolnego czasu zaczęłam intensywną pracę nad sobą. Biegam, jeżdżę rowerem, pływam na basenie, próbuję się zdrowo odżywiać. Nie mam w tym jakichś wyższych celów, nie chcę chudnąć. Tak o, dla lepszego samopoczucia.

Polecam Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki Mario Vargas LLosy. Niesamowita książka.

P. ostatnio przeszedł istną metamorfozę. Po prostu facet jest nie do poznania! Zabrał mnie na romantyczną kolację tego samego dnia, którego spełnił też jedno z moich marzeń – załatwił mi jazdę próbną mini cooperem. Nie kłóci się już ze mną, a jeżeli już to pierwszy wyciąga rękę i przeprasza, pisze i dzwoni dużo. O tym zawsze marzyłam. A czemu zawdzięczam taką przemianę? Poczuciu winy. Tak, P. ma wyrzuty sumienia, bo oświadczył się swojej byłej. Albo raczej ma wyrzuty sumienia, bo ja się o tym dowiedziałam. I znowu nie potrafiłam od niego odejść po takim świnstwie. Całe zdarzenie miało miejsce po tym, jak się ze mną pokłócił. Wsiadł w samochód w nocy, pojechał do niej i prosił, żeby do niego wróciła i za niego wyszła! Najśmieszniejsze jest to, że on ją przecież rzucił dla mnie. Telenowela.
Jak tylko to usłyszałam, myślałam, że to jakieś kłamstwa. Ale zapytałam P, czy to prawda. W pierwszej chwili zaprzeczył. Było mi strasznie głupio, że w ogóle pomyślałam, że takie coś mogłoby się wydarzyć. A jednak, po paru minutach powiedział prawdę. Byłam tak wściekła, że chciałam od niego uciec jak najdalej. Nie pozwolił mi wyjść. Jeszcze nigdy nie widziałam go w takim stanie. Płakał, błagał, zapewniał. Mówił, że to nic nie znaczyło, że to było w złości na mnie, że to przypływ emocji. Ale przecież to żadne wytłumaczenie!
Głupio mi się przed sobą przyznać, że jestem taka słaba. Sama przed sobą go tłumaczę. Nie o takim związku marzyłam. Teraz ani nie ufam, ani nie jestem niczego pewna. I znowu sobie obiecuję, że następna kłótnia będzie ostatnią. Głupia, głupia, głupia!

Fever!
Już po Gdańsku. Tydzień spędzony z P. w Trójmieście. Całe 7 słodkich dni. To było przepiękne i gorzkie jednocześnie. Taka mała próba wspólnego mieszkania. Nie obyło się oczywiście bez bezsensownych kłótni o mojego eks, sprzeczek o głupoty i obrażania się na siebie nawzajem. Ja już nie wiem, czy z tym mam walczyć, próbować coś zmienić, znaleźć TEN właściwy sposób, czy poprostu pozwolić sobie płynąć z tym dzikim prądem. To jest dość osobliwe, P. potrafi sobie przypomnieć, że miałam kiedyś eks, że on nie jest moim pierwszym facetem i rozwalić nam cały wieczór. Oprócz tego oglądaliśmy, lub próbowalismy oglądać, filmy o gejach (nie wiem, skąd nagle ta fala homoseksualizmu), przechadzaliśmy się po Skwerze Kościuszki, Bohaterów Monte Casino, ulicy Długiej, robiliśmy zakupy, gotowaliśmy obiady, piliśmy. Nawet dałam się namówić na mały clubbing ;) Podoba mi się to „życie studenckie”, to społeczeństwo studentów architektury, zajęcia z rysunku, malarstwa, rzeźby. To jest takie kreatywne i różne od tej czysto teoretycznej wiedzy. Już nie mogę się doczekać, jak dowiem się, że to właśnie ja jestem studentką architektury i ubranistyki. W przyszły weekend mam egzaminy wstępne, także uprzejmię proszę trzymać swoje szanowne kciuki!
Jestem po pysznym, różowym winku i trudno mi tutaj sklecić coś logicznego i interesującego jednocześnie. Nie ma co zagłębiać się w monotematyczny problem z P. i jego trudnym i dominującym charakterem. Nie ma co pisać o miłości, bo to banał. Cliche!, jak to się teraz mawia.  Nie ma co i nie ma nic. W takim razie przesyłam pozdrowienia z mojego ciepłego łóżeczka i życzę udanego życia ;)

Muszę w końcu się za to zabrać. Generalny remont szafy. Podchodziłam do tego już kilka razy, ale zawsze rezygnowałam, ten bałagan mnie po prostu przeraża :) Do tego wszystkiego dochodzi nieodparta chęć oddania się bez pamięci shopping spree. Niestety, pieniążów brak. 
Matury już za mną, teraz niecierpliwe i dłużące się czekanie na wyniki. Już chciałabym się cieszyć, że mi dobrze poszło. Próbuję zająć się przygotowaniami do egzaminów wstępnych. Czytam książki o architekturze, przeglądam zdjęcia, szukam cech charakterystycznych. Nie wyobrażam sobie, żeby to wszystko poszło na marne. Nawet nie dopuszczam do siebie myśli, że mogę się nie dostać. Dostanę się, i tyle! Przyszły tydzień spędzam w Gdańsku na kursie przygotowującym, później egzaminy. P. jedzie ze mną.
A co u P.? Ostatnio mnie rzucił. Tak o, bez powodu. To nie jest normalne, zwłaszcza po zapewnieniach typu „nigdy cię nie zostawię”. Zapewnienia straciły znaczenie, ja straciłam tę pewność, że mogę na niego liczyć. Oczywiście przeszło mu, w środku nocy wyrwał mnie z łóżka i wszystko cofnął. Z moich obietnic, że tym razem nie dam sobą tak manipulować też nic nie zostało. Ale i tak zrobiłam postępy, bo nie dzwonilam do niego i nie błagałam, żeby wrócił. Pomyślałam, że skoro rzucanie mnie przychodzi mu tak łatwo, to może rzeczywiście nie jest mnie wart. Tylko czym są takie przemyślenia, jeżeli jestem tak na maksa zakochana w tym głupku? To mnie kiedyś zgubi, jestem tego pewna. 

Oj, bardzo dużo. Egzaminy ustne z angielskiego na obu poziomach, zatrucie pokarmowe dzień przed jednym z nich (nigdy więcej kebabów!), użeranie się z P. i nieustanne szukanie sposobu na niego. Dzisiaj całkiem szczerze sobie porozmawialiśmy, dowiedziałam się naprawdę przerażających faktów. Z jednej strony jestem zła, że dopiero teraz, z drugiej jestem po prostu zawiedziona, że nie jest tak idealny jak myślałam. Nie wiem już, czy to PMS, czy jego wady, a może moje szukanie problemów na siłę. Wkurza mnie, że próbuje mnie wychować, że chce mi coś udowadniać, że gra. To wszystko nie jest fair, to nie jest naturalne. To nie tak powinno wyglądać. Śni mi się mój eks, często go sobie wspominam. Nie wiem, czy nie żałuję. Jestem zła, bo znowu nie wiem czego chcę. A to jest ponoć takie niezbędne w dzisiejszych czasach. Być niezależną, pewną siebie, wiedzieć czego chcę. Jak tu być niezależną od facetów? To jest jakaś utopia! Jestem emocjonalnie przywiązana sznurkiem do mojego P. Każda jego odzywka, która powinna brzmieć inaczej niż w rzeczywistości daje mi do myślenia. Ciągle analizuję, myślę, szukam, doprowadzam się do szału.. Ratunku!
Do tego wszystkiego wczoraj wpadłam w panikę, że nie zdążę złożyć mojej deklaracji rekrutacyjnej na architekturę i nie wezmę udziału w rekrutacji. Boże, cały rok przygotowań, marzenia, cele, plany… Wszystko byłoby stracone. Wszystko okaże się jutro.

Powinnam mieć przyjaciółkę, taką od serca. To zdecydowanie odciążyłoby serwis blog.pl.


  • RSS