rememberme blog

Twój nowy blog

Wczoraj będąc w centrum handlowym wybraliśmy się do Ikei. Kupowaliśmy lampy do nowego domu P.. Jak tylko zaczęłam cieszyć się tym, że liczą się dla niego moje sugestie, że do salonu kupił te lampy, które ja wybrałam i że zachowujemy się jak prawie-rodzinka, przychodziła mi do głowy TA myśl. TA okropna. Że ten dom budował z myślą o swojej byłej, że mieli tam razem mieszkać, że mieli brać ślub. A teraz to tam będziemy spędzać nasz czas. Na całe szczęście nie będę tam z nim mieszkać, nie wytrzymałabym, myśląc, że to ona sobie zażyczyła tej ogromnej garderoby za sypialnią. Na całe szczęście, jak wszystko dobrze pójdzie, za jakieś pół roku jedziemy razem na stałe do Gdańska i zostawię te myśli za sobą. Jak dojdzie do tego, że zamieszkamy razem to będzie tylko NASZE mieszkanie, powstałe z NASZYCH planów i pełne NASZYCH wspomnień.
Boże! Mówił, że to właśnie do mnie pierwszy raz w życiu poczuł chemię, że kocha mnie tak jak kocha się tylko jedną kobietę. Jego była też to pewnie słyszała. To chyba jest naturalne, bo jakoś nie mogę tego inaczej uzasadnić, ale ja często łapię się na tym, że myślę o niej źle, że jestem niechętnie nastawiona. Nie znam jej w ogóle, na żywo widziałam ją może raz. W dodatku to ja odbiłam jej prawie-narzeczonego. Taka młoda, w dodatku jego „uczennica” (P. swojego czasu uczył mnie rysunku). Natura kobiety jest straszna! Zazdrosna, złośliwa, wręcz nie do zrozumienia.
Mój ojciec ma problem. Ze sobą, tak myślę. Ale o tym innym razem. Sama jeszcze nie wiem co o tym myśleć, jak do tego podejść. Może w ogóle do tego nie podchodzić. To chyba nie jest usprawiedliwieniem jego dziwnego sposobu wychowania mnie, mojego brata. To nie usprawiedliwia jego furii, awantur, tego wszystkiego, co zrobił.
Już we wtorek ustny angielski. Zaczynam przygotowania. Czuję się w miarę pewnie, ale trzymajcie kciuki;)

Seks na zgodę? Ponoć dobry sposób. Na pewno ogromnie przyjemny i pełen emocji. Namiętny i gorący. Pozwala za pomnieć o przyczynie konfiliktu, niestety tylko na czas jego trwania. Już po wszystkim wraca uczucie rozczarowania tą drugą osobą i wracają nierozwiązane spory. Skąd wiem? Sprawdziłam. Nadal mam żal, że P. mnie nie przeprosił, że nie cofnął tych wszystkich słów. Że nie powiedział, że to co mi wykrzyczał w twarz było tylko złośliwościami. Dla mnie to i tak AŻ złośliwości, bo nawet w furii nie ma prawa mówić takich rzeczy. Jak na razie sprawy z P. mają się całkiem dobrze, wmawiam sobie, że to przejściowe i że tak naprawdę jesteśmy razem szczęśliwi. Bo jesteśmy, i to na maksa. Ale tylko wtedy, gdy się nie kłócimy.
Mam mocną, czarną i słodką kawę. Chyba mnie uzależniła. Zaraz zacznę rozwiązywać testy z poprzednich egzaminów na studia, później parę innych ćwiczeń. Tak się właśnie teraz przygotowuję. W między czasie czytam, oglądam Kasię i Tomka i Gotowe na wszystko. Rysuję, szkicuję, maluję. Przeglądam inne blogi. Jeżeli nie trafiam na księży lub odchudzające się czterdziestokilogramowe nastolatki, zostaję i czytam. To mnie jakoś napędza, pozwala docenić, to co mam.

Trochę inspiracji

PS. Nigdy więcej nie kupię perfum w internetowych perfumeriach. Wysłali mi podróbkę!

Z moim P. nie da się wręcz wytrzymać. Wczoraj poszłam z koleżanką na piwo, poplotkować. Do lokalu. Same. Nie stanowiło to ponoć żadnego problemu. Nagle jednak problem zaczęło stanowić. Oczywiście, po fakcie. Wielka awantura, słowa które bolały. Obwinianie mnie za coś, czemu nie byłam winna. Oskarżanie o to, czego się nie domyśliłam, a ponoć powinnam była się domyślić. Płacz do 2 w nocy, nad ranem otępienie. Przez jakiś wyimaginowany problem! A słowa, które zostały wypowiedziane w złości utkwią w mojej pamięci na jakiś czas. Przecież ukochanej osobie nawet w największej złości nie mówi się takich rzeczy! To nie jest żadne wytłumaczenie!
Najgorsze, że tak mocno kocham. Daje sobą w ten sposób pomiatać. Pozwalam na ponowne wychowywanie mnie. A nigdy nie chciałam takiego związku. Nadal nie chcę. Obiecuję sobie, że nastepnym razem to ja sobie odpuszczę i przestanę wydzwaniać, pisaćl, prosić o spotkanie. Tylko, że boje się tej straty i za każdym razem to właśnie ja przepraszam, to ja dzwonię i to ja wyciągam rekę.  Tu tkwi ten sekret. Za mocno kocham. Nie mogę myśleć. Czy to jest toksyczne?
Oczy bolą, głowa boli, serce też.

Czytam „Kto zabił Palomina Molero?” Mario Vargas Llosy. Polecam.

Tak mi się wydaje, że każdy z was też ustawia swoją osobę na najwyższym miejscu w waszej hierarchii społeczeństwa. Oczywiście, zdajemy sobie sprawę, że gdzieś tam na Harvardzie stacjonuje bardzo mądre grono naukowców i profesorów, ale wiemy też doskonale, że jak nikt inny znamy się na wszystkim najlepiej. To ja mam najlepszy gust, to ja mogę oceniać wszystkich swoją miarką - myślicie. Może to taka natura człowieka, albo poprostu przystosowanie do tego szalonego nowoczesnego świata. Być może.. Chociaż, jeżeli każda osoba czuje się wyjątkowa, to tak naprawdę nikt nie jest wyjątkowy, zgadza się? Wszyscy w takim wypadku są równo mierni i średni. To niezbyt pocieszająca perspektywa dla przekonanych w swojej świetności jednostek.
Właśnie zdałam sobie sprawę, jakie pseudo psychologiczne myśli wykładam. Swoją drogą, psychologia to bardzo ciekawa i szeroka dziedzina nauki. Zdziwilibyście się, co by o was powiedział profesor psychologii po krótkiej rozmowie na temat dzieciństwa czy snów.

Cały czas jestem na etapie poszukiwania jakiejś świetnej, zjawiskowej, niesamowicie ciekawej, odsłaniającej nowe horyzonty książki.Dość duże wymagania, wiem. Ale tylko w ten sposób mogę zadowolić swoje chęci.
Strasznie mi dziwnie, jak już nie muszę liczyć zadań z matematyki, parafrazować angielskich zdań. Trochę boję się to powiedzieć, ale chyba mi tego brakuje… Nie ma się co o mnie martwić, właśnie zabieram się za poprawianie mojej prezentacji maturalnej. Już najwyższa pora się za to zabrać, zostały mi jakieś dwa tygodnie do egzaminu ustnego z polskiego.
Cześć i czołem. (czyli wesoło mi )

Po jakimś czasie znowu tutaj wracam. Mam taki toksyczny związek z blog.pl.
Od ostatniego blogowania wiele się zmieniło, więc mam plan napisać o sobie od nowa. Właśnie skończyłam liceum, jestem w trakcie maratonu maturalnego. Część pisemna już za mną, zostały mi tylko egzaminy ustne. Najbliższy cel to dostać się na studia, ściśle mówiąc mam na myśli architekturę. Ten rok poświęciłam na przygotowania do egzaminów wstępnych, rozwiązywanie zadań z matematyki i spotykanie się z moim P.
Wciąż szukam inspiracji, obserwuję grę kolorów i światła, wszystko dookoła mnie interesuje. Czytam książki, które zwykle oceniam po okładce i z tego też względu nadmiernie często ich nie kończę. Moim fetyszem są buty od Miu Miu, które ciągle przeglądam w Internecie i odkładam pieniądze. Kolejnym must-have jest Mini Cooper, klasa sama w sobie. W życiu chcę być niezależna, zawsze powtarzałam, że sama zarobię na te rzeczy. Wizję swojego przyszłego domu, jak na przyszłego architekta przystało, mam już w swojej głowie.
Mam taką irytującą, mimowolną cechę: podczas nawiązywania nowych znajomości czuję wyższość nad drugą osobą. Zdaję sobie sprawę, że nie jestem idealna, że mam wiele wad, ale mimo wszystko często myślę, że tylko ja mam rację i że tylko moje poglądy są poprawne. Ciężko spojrzeć mi na jakąkolwiek sytuację z perspektywy osoby trzeciej. Irytujące, co?

Kobieta, ta piękność stworzona przez Boga dla Adama. Takie było pierwotne założenie. Jednak losy tej słabszej-piękniejszej płci potoczyły się innym torem. Okazało się, że to Adam został stworzony dla Ewy.

Wielokrotnie słyszano o tym, że to mężczyźni mieszają się w te wszystkie wojny świata. To przez kobiety, te, które zawładneły ich sercami, mózgami czy pragnieniami. Niespełnione życie seksualne, sentymenty, nieszczęśliwa miłość – wszystko ma wpływ na decyzje mężczyzn, tych, którzy pragną być władczy. Okazują przez tę władczość rzekome zwycięstwo nad partnerkami.

Rządzimy dzięki wyrachowaniu, sztuczkom, zmysłowości i miłości. Nęcimy, kusimy, pięknie pachniemy. Mamy w zanadrzu takie bronie jak przyjaciółki, kobiecą solidarność, toaletkę pełną kosmetyków i piękną bieliznę. Jednak, nawet jako kobieta, muszę przyznać, że zdarza nam się wpaść we własne sidła intryg i spisków.

Co nas nie zabije, to wzmocni. Zwłaszcza kobiety. Po każdym przegranym starciu wychodzimy silniejsze i pewniejsze swojej wartości. Teoretycznie potrzebujemy mężczyzny do życia. Praktycznie do życia potrzebujemy zapewnienia, że my jesteśmy komuś potrzebne. Mężczyźni, przyznajcie- czym bylibyście bez nas?

Nie burzmy świata mężczyzn w Kościele, niech pozostanie im coś, czym mogą rządzić ;)

Dodam, że notkę tę napisałam z lekkim przymrużeniem mojego kobiecego oczka ;) Nie jestem feministką, w gruncie rzeczy kocham mężczyzn!

Spojrzę trochę z innej strony, niż ta przedstawiona w opisie debaty. Często, przeglądając portale internetowe różnego typu, czy to modowe, czy plotkarskie, denerwuje się czytając komentarze do artykułów czy zdjęć. Mam wrażenie, że to jakieś rozwydrzone trzynastolatki, niezadowolone ze swojego wyglądu postanowiły na złość światu krytykować wszystko dookoła. Wygląda na to, że autorzy tych komentarzy nawet nie czytają artykuły, ograniczają się jedynie do zapoznania z nagłówkiem i ewentualnie zdjęciami, jeśli takowe są dostępne. Pod zdjęciami dziewczyn sfotografowanych na ulicach Warszawy w celu ukazania ich stylu możemy przeczytać „ona jest gruba”, „te buty to wieś”, „chyba się w lumpie ubrała”. To logiczne, że jeżeli chodzi o stronę poświęconą modzie, zestawy ubrań pokazywane tam będą dość ekstrawaganckie i inne niż te, które zakładamy na codzień. Ale widocznie multum nastolatek nie potrafi tego zrozumieć i woli obrażać wszystkim wokoło, krytykować i oczywiście nie zapominać, by wspomnieć o swojej wspaniałości. Często też komentarze tego typu nie odnoszą się ani słowem do sedna sprawy przedstawionej w artykule, tylko komentują to, co najłatwiej obrzucić błotem. Oczywiście żadne ingerowanie moderatorów w treść komentarzy nie będzie dobrym rozwiązaniem, internet z założenia jest wolny. Moja propozycja to poprostu brak reakcji na taką głupotę. Czasem niepotrzebne wdawanie się w dyskusję z tym mało-inteligentym gronem odbiorców internetu potrafi nam zepsuć humor na cały dzień.
Pozdrawiam ;)

Kochaliśmy się wczoraj namiętnie. Było cudownie i nastrojowo. Czułam, że do siebie należymy. Wiedziałam, że go kocham i to było to coś, dzięki czemu nasz seks był tak udany. Cały dzień mnie doceniał, podziwiał i zapewniał, że kocha; spędziliśmy bardzo miłe chwile. Wieczorem przepełnieni byliśmy uczuciami do siebie, więc nasze zbliżenie nabrało ogromnego temperamentu. Kiedy w jego mieszkaniu całował mnie po całym ciele, kiedy gładził dłońmi moje ramiona, piersi i brzuch, czułam się niezwykle seksowna; wiedziałam, że on też jest tego pewien. Miałam gęsią skórkę, oddychałam głośno, a z każdym jego dotykiem coraz bardziej chciałam poczuć go w sobie. Nie rozebrał mnie do końca, miałam bluzkę zsuniętą na biodra – to tylko dodawało pikanterii. Czułam jego język na całym moim ciele, byłam tak podniecona, że szeptałam mu do ucha: „weź mnie”. Kochaliśmy się na sofie, wydawało mi się, że czas się zatrzymał, a tylko nasze ciała poruszają się wspólnym rytmem. Wzdychałam i pojękiwałam. Przytulał mnie mocno. Wziął mnie na ręce i ułożył na stole. Zmienił rytm na szybszy, a moje jęki przemieniły się w krzyki. Moje ciało w spazmach rozkoszy wiło się na blacie. To było coś najpiękniejszego na świecie. Zakończyliśmy na podłodze, potem długo przytulaliśmy się i patrzyliśmy sobie w oczy. Powiedział, że chce, żebym była z nim na zawsze i pocałował mnie w czoło. Leżeliśmy tak przez kilkanaście minut. Był wykończony, ale ja chciałam więcej. Kusiłam go, nęciłam, uwodziłam…

Po każdym naszym spotkaniu nęka mnie uczucie, że nie powiedziałam wszystkiego. Że nie okazałam jak bardzo mi na nim zależy, że nie wyraziłam swoich wątpliwości, że nie patrzyłam mu w oczy wystarczająco czule, że nie przytulałam tak długo jak bym chciała, że nie głaskałam po policzku. Następne spotkanie dopiero za tydzień, więc muszę z tym wszystkim poczekać, a nie jest to łatwe. Przez cały tydzień bardzo tęsknię, ale najbardziej mi smutno zaraz po pożegnaniu z nim. Może właśnie dlatego, że kolejna okazja do powiedzenia, że jest dla mnie wszystkim będzie za te całe siedem dni. Najgorsze jest to, że na ten moment czekam tak długo, ale jak już nastąpi, to mija tak szybko, że nawet nie zauważę kiedy jest już późno wieczorem i pora iść do domu. Niestety.

Moim największym marzeniem jest zasnąć i obudzić się przy nim. Spędzić noc w jego ramionach, czuć się bezpiecznie, czuć się kochana. Bo kiedy on mnie przytula jestem najważniejszą kobietą na świecie, zarazem najszczęśliwszą też. On i jego czułość sprawia, że nie boję się ciemności ani tego co będzie jutro. Nie chodzi o seks, po prostu chcę się przytulać, patrzeć w oczy i szeptać, że kocham. Uwielbiam gdy delikatnie dotyka mojej twarzy, jak wolno przesuwa dłoń po moim policzku. W takim momencie czas się zatrzymuje, liczy się tylko ta piękna chwila.

A jak odjeżdza, wszystko wraca do tej słynnej rzeczywistości. I przez kolejne dni nie czuję się już tak jak w bajce.
Tylko przy nim.

Humorzasta suka – to o mnie. I na dodatek sama siebie tak nazwałam po tym, jak dotarło do mnie w jaki sposób traktuje najbliższe mi osoby. Fakt, bardzo mi ciężko bez mojego mężczyzny, widzimy się przecież tylko raz na tydzień. Przez to wszystko wybucham bez powodu, martwię się wszystkim czym nie powinnam, smuci mnie każde słowo wypowiedziane przez niego. I tłumaczę się, że przecież tak mi ciężko. Szlag mnie trafia gdy odpowiada, że przecież nic nie może na to poradzić. Ale ja wiem o tym doskonale! Czy nie mogą mnie smucić rzeczy, na które nic nie może poradzić? Wkurzam się, gdy ucina rozmowę bo idzie pod prysznic albo na zajęcia. Bo przecież bardzo mi ciężko bez niego- znowu. Biedna, nie może sobie poradzić. Irytuje mnie, że nie pisze do mnie milionów smsów, że nie pisze wystarczająco często, że jestem dla niego najważniejsza. Za mało dzwoni, nie docenia moich starań i sto innych bzdur. Jednym słowem: denerwuje mnie wszystko. Jestem taką małą, złośliwą dziewczynką, która zachowuje się jak pępek świata, bo uważa, że każdy powinien ubolewać nad jej cierpiętniczym losem i z tego powodu dawać jej taryfę ulgową na każego foszka. Ehh..

A tak naprawdę on niczym nie zawinił. To moja chora wyobraźnia, myślę sobie- on mnie już nie kocha. Łzy w oczach natychmiastowo, zaraz wybuchnie histeria. Kolejne paczki chipsów i kolejne tabliczki czekolady. A przecież sobota już niedługo, przecież już za te cholerne 3 dni przytuli mnie mocno i powie ” już dobrze kochanie”.

Przyznam wam rację, drodzy mężczyźni. Kobiety to dziwne stworzenia. Sama siebie zrozumieć nie mogę.


  • RSS