rememberme blog

Twój nowy blog

Życie na progu śmierci.
Kiedyś w szkole mieliśmy podobną debatę. Wiele osób wypowiadało się, że jeśli dowiedzieliby się, że został im jakiś określony czas życia to poszliby do kościoła, modlili się, wyspowiadali się. W gruncie rzeczy to nie jest postawa katolika. Bo czy nie przez całe życie mamy okazywać swoją miłośc do Boga, czy nie przez całe życie mamy pracować na swoje zbawienie? To bardzo wygodna sytuacja, wyspowiadać się na godzinę przed śmiercią, a wcześniej- hulaj dusza, piekła nie ma. Bardzo nie lubie takiej postawy, jest to dla mnie szczyt hipokryzji uważać się za gorliwego wierzącego i postępować w ten sposób. Przecież dlatego nie znamy daty swojej śmierci by nie przygotowywać się na nią. Bywa jednak i tak, że dowiemy się kiedy umrzemy. I co wtedy? Po szoku, rozpaczy i żalu do wszystkich postanowiłabym chyba zrobić to, na co zawsze miałam ochotę. Wpłaciłabym niebotyczną sumę na konto fundacji charytatywnej. Wcześniej bym tego nie zrobiła, bo pieniądze byłyby potrzebne do czego innego. Powiedziałabym swojej rodzinie, że ją kocham. Spędziłabym wspaniałe chwile ze swoim mężczyzną. Nie przejmowałabym się szkołą, pracą i pieniędzmi. Jedynym problemem byłoby pytanie: czy zdążę zrobić wszystko, na co mam ochotę?

Zemsta? O tak, najwspanialszy środek na ukojenie smutku. Złość nie jest tak ciężka do zniesienia jak smutek, chyba dlatego tak często sobie go zastępowałam ową złością, a co za tym idzie- zemstą.

Zdradził mnie chłopak. Nie wart ani on, ani ona, żeby o tym rozpisywać. Mimo, że znaczył dla mnie wiele. Boleśnie to przeżyłam. Przyjaciele, którzy nagle znikli, plotki, dziwne spojrzenia – to tylko mała część tego, co mnie czekało. W każdym razie przez pierwszy okres byłam smutna. Nie odbierałam telefonów. Potem zła. Bardzo zła. Lepiej czułam się ze złością, bo wtedy obwiniałam jego a nie siebie. Wyklinałam go w myślach. Zaczęłam odbierać telefony, ale tylko po to, żeby urządzać mu dzikie awantury. Cierpienie przykryłam grubym kocem. Stałam się złośliwą jędzą w czerwonych paznokciach.

Zemsta, owszem, nie wchodziła w grę. Początkowo. Jednak chłonąc zbawienną złość zaczęłam obmyślać niecne i szpetne plany zniszczenia. Najchętniej wszystkiego wokoło. Zemściłam się na niej, psując jej nowy związek. Uwiodłam jej mężczyznę. Było cudownie widzieć jej minę, gdy pokazałam jej zdjęcia. Jedyne wyrzuty sumienia dotyczyły zabawy niewinnym facetem, ale satysfakcja przyćmiła tą lekką słabość. I wkrótce o słabości zapomniałam.

Słabość mam.

Brak komentarzy

Do dobrych filmów. Po tacie.

Często chodzę do kina. Na DVD zdarza mi się coś obejrzeć, choć często nielegalnie, z prostej przyczyny. Nie stać mnie na wszystkie filmy, które chciałabym zobaczyć. A komputerowego „kina” poprostu nie toleruję. Przecież na tym małym ekranie nic nie widać!

Nie kocham się w Bradzie, nie lubię komedii romantycznych. W rubryce „ulubiony film” nie wpisuję „American Pie”, „Scary Movie” ani „Oszukać Przeznaczenie”. Przecież to totalne dno. Przez duże Dy. „Step Up” czy „Dirty Dancing” aka „Wirujący Seks” także nie zaciągną mnie przed ekran.

Śmieszą mnie koleżanki zachwycające się „Tylko mnie kochaj” czy czymś w tym stylu. To dobre dla trzynastolatek i zdesperowanych pań w kapciach. Poważnie.

Czy to takie trudne, wykroczyć trochę ponad ogół? Ambicji w tej dziedzinie nie będzie za dużo, uwierzcie.
Filmy dzielę na te słabe, dobre i bardzo dobre. Bardzo dobrych nie widziałam zbyt wiele, ale ich ilość nie jest proporcjonalna do zmian jakie zaszły w moim światopoglądzie po obejrzeniu tych arcydzieł. „Amelia”, „Duma i Uprzedzenie” (wiecie, że tę historię przeniesiono aż 10 razy na taśmę filmową?), „Angielski Pacjent”. Złota trójka. Godne polecenie. Wywarły na mnie takie wrażenie, że całą noc spędzałam na myśleniu. Nie mogłam się od nich uwolnić, oczywiście w pozytywnym znaczeniu.

Dobrych też wymienię kilka, niech będzie. „Pokuta” ze świetną Keirą Knightley (zagrała także w wyżej wymienionej „Dumie i Uprzedzeniu” z roku 2005). „Malowany Welon” z rewelacyjnym Edwardem Nortonem. Ten mężczyżna na mnie działa! Nieśmiertelny „Forrest Gump” i jego filozofie, wzruszający „Pianista”, „Przerwana Lekcja Muzyki” z Winoną Ryder i Angeliną Jolie, „Piękny Umysł” o możliwościach tylko dla wybranych. „Kochanie króla”- świetnie ukazana sytuacja Anglii z XIV wieku. Oczywiście multum historyków nie zgadza się z tym przebiegiem wydarzeń, zwłaszcza jeśli chodzi o rolę w tym całym zamieszaniu jaką odegrała kobieta. Ja wolę jednak dalej podziwiać siłę płci pięknej.

Czekam z niecierpliwością na „The Duchess”. Dramat historyczny z romansem, wspaniala Keira, produkcja amerykańsko-brytyjska – czyli to, co robi na mnie największe wrażenie. Zapowiada się wspaniały film. Zapraszam do kin:)

Tak na marginesie: swojego czasu zajmowalam się aktorstwem ;)

Odpowiedź jest prosta. Kobietą. Ja czuję się Kobietą przez duże K.

Emancypacja, nietolerancja, prześladowania. Tak, to wszystko związane jest z nami, kobietami. Fakt, w naszym kraju często spotykają nas nieprzyjemności, ale to przecież kwestia wychowania. Znam wielu mężczyzn i mogę ich podzielić na dwie grupy. Ci pierwsi nie mają za grosz szacunku do płci pięknej. Uważają, że to my powinnyśmy sprzątać, gotować, wychowywać dzieci. A spróbujmy zarabiać więcej! Drudzy natomiast pomagają swoim kobietom (siostrom, matkom, partnerkom) w pracach domowych, stosują podział pracy w domu. Cierpimy bo brak nam wyzwolenia? Nonsens. To często kobiety narzucają pogląd o kurach domowych. Moja babcia jest wspaniałą kobietą, ale uważa, że mężczyznom nie wolno nic robić w domu. A jeśli pani domu nie ugotuje obiadu to istny wstyd! Często słyszałam „pozmywaj naczynia, przecież jesteś dziewczyną!”, „posprzątaj! to wstyd, że dziewczyna nie utrzymuje porządku!”.

Według mnie być kobietą jest bardzo przyjemnie. Potrafimy zgrywać niezależne, zimne suki w pracy, a w domu przy partnerze stajemy się małymi dziewczynkami. Potrafimy owinąć sobie mężczyzn wokół małego palca. W naszych głowach miliony pomysłów, intryg. Zapytajcie same siebie, czy choć raz zgrywałyście słodkiej, nieporadnej istoty? „Kochanie, bez Ciebie nie dam rady. Pomożesz?”. Te sztuczki, słodkie oczka.

A ile przyjemności czerpiemy z naszej kobiecości. Uwielbiami się stroić, pięknie wyglądać, zwracać na siebie uwagę. Te męskie spojrzenia na naszym ciele. Potrafimy zdziałać cuda lokówką, maskarą i małą czarną – ucieleśnieniem piękna za pomocą prostego fasonu. Palenie papierosa w wykonaniu kobiety jest istnym przedstawieniem. Nasi najlepsi przyjaciele to właśnie mała czarna, brylanty, szampan, tulipany. 
KOBIETĄ była dla mnie Audrey Hepburn. Istna kokietka. Esencja stylu, elegancji i kobiecości.
Najbardziej kobiece stajemy się jednak kiedy przychodzi czas na macierzyństwo. Ciąża i późniejsze wychowywanie dziecka – najpiękniejszy moment naszego życia.

Czy wiecie, że na świecie wszystko stało się przez kobiety? Dajmy na to Annę Boleyn. Doprowadziła do rozwodu Henryka VIII Tudora z Katarzyną Aragońską, a tym samym do aktu supremacji. Jej córka Elżbieta I Tudor świetnie rządziła Anglią w następnych latach. Ktoś kiedyś powiedział, że wojny spowodowane były seksualnymi niepowodzeniami monarchów.

Każdego dnia „pudle” szokują nas kolejnym newsem: Paris Hilton i jej nowa seks-taśma. Miley Cyrus (nastoletnia gwiazdka wykreowana przez Disneya, idolka małych dziewczynek) i jej pół-nagie zdjęcia w sieci. Dla nastolatek- które zrobią wszystko żeby być nie tylko jak wyżej wymienione gwiazdki, ale i multum następnych- takie akty stają się normalnością. W kolorowych pisemkach widzą Dodę w skąpych ciuszkach, Miley mówiącą, że chce zostać symbolem seksu. I jak tu nie chcieć zabłysnąć w podobny sposób? W pubach i dyskotekach aż roi się od 14, 15-letnich rządnych seksu „kobiet”. Seks już nie tylko nie jest tematem tabu, ale stał się JEDYNYM tematem i celem. Słuchając mojej dużo młodszej kuzynki, która opowiadała, że wszystkie dziewczyny w jej klasie mają już pierwszy raz za sobą byłam po prostu w szoku! Wyżej opisane zjawisko to według mnie jeden z powodów tak wielkiej popularności prywatnych filmików w sieci. Naprawdę nie zdajemy sobie sprawy, jak bardzo ci młodzi ludzie zapatrzeni są w „selebritis”

Nie mam pojęcia. Tak jak zawsze miałam pomysł, teraz go brak. Czyli: tak jak każda kobieta ma w zwyczaju- stoję przed szafą i powtarzam: „co ja mam na siebie włożyć”? Dylemat dotyczy jutra. Inauguracja roku szkolnego  2008/2009. Marzę, żeby jak najszybciej skończyć tę szkołę i wybrać się do mojego mężczyzny. Zamieszkać z nim. To nasz ostatni miesiąc razem, pod koniec września wyjeżdża i zaczyna studia.
Mam taki plan, że w następne wakacje pojade do niego i znajdę jakąś pracę. Będę już po osiemnastce, także nie powinno być problemu.

Czuję, że nie poradzę sobie sama. Jestem od niego uzależniona, spędzam każdy dzień z nim. A  pewnego dnia nagle się to urwie. Będę sama, już nie mam tylu przyjaciół. Część wyjechała, część obraziła się, że każdą chwilę spędzam z moim Tygrysem. Czy to takie dziwne, że chce wykorzystać nasze ostatnie chwile na maksa? Że chcę wycisnąć z tej pomarańczy tyle soku ile tylko się da?

W ciągu tych wakacji miałam okazję być na kilku imprezach. Zauważyłam, że nie bawi mnie picie do nieprzytomności, wypalanie paczki papierosów. Jedyne co sprawia mi przyjemność to szaleństwo na parkiecie i rozmowy ze znajomymi. To w pewnym sensie także okazja do pokazania siebie, zaprezentowania stylu. Czasem czuję się jak na istnej wystawie psów. Każda panna chce zaprezentować swoje walory. Platynowe lub czarno-granatowe włosy, duże piersi, skąpe ciuszki, błyskotki, brokaty, tipsy. To chyba też nie dla mnie.

Tymczasem wracam do szafy i kontynuuję swoje rozważania i dylematy.

Czytałam wiele Waszych opinii na temat tej przypadłości i z wieloma mogę się zgodzić. Coraz więcej ludzi ma problem ze sobą.

Przyczyną może być powolne i mozolne wmawianie sobie, że coś jest nie tak. Człowiek zaczyna przyzwyczajać się do tej myśli, a za chwilę jest jeszcze  gorzej. To cecha wielu młodych ludzi. W pewnych kręgach jest wręcz modne wieczne zasmucanie się, użalanie nad sobą i nad światem. Szczerze mówiąc, irytują mnie tacy ludzie. Wiem, nie jest to zaszczytne.

Nie żyjąc w zgodzie ze sobą robimy sobie krzywdę. Z zewnątrz możemy wyglądać na szczęśliwych – rodzina, sukcesy, brak większych problemów. Ale w środku coś jest nie tak. A najgorsze, że nie wiemy co. Weźmy na przykład podstępy i małe oszustwa mające pomóc nam w otrzymaniu awansu. Wiecie, że człowiek po takich zachowaniach podświadomie myje ręce? Ta czynność ma go oczyścić z grzechu. Bo w naszej świadomości takie zachowanie jest zaszufladkowane jako „złe”.


Szczerze mówiąc często nie wiem jak pocieszyć smutną osobę. Czuję się głupio mówiąc „wszystko będzie dobrze”, zdaje sobie sprawę jak beznadziejnie to brzmi.

Internet jako kozetka? W pewnym stopniu na pewno tak. Przecież łatwiej tu o anonimowość, a ludzie z depresją często wstydzą się swoich błędów czy lęków. Jesteśmy różni. Jednym pomoże rozmowa z przyjaciółką, innym z całkiem obcym człowiekiem. Znam przypadek, kiedy kobieta obarczona wieloma problemami chodziła na spotkania AA (nie była alkoholiczką) tylko po to, żeby wygadać się obcym ludziom. Z bliskimi bała się rozmawiać.

Pół życia spędziłam blogując. Pisałam, oceniałam, robiłam szablony. A teraz zaczynam od początku.

Mam wiele pasji. Fotografuję, maluję, rysuję, robię biżuterię, jeżdżę na snowboardzie.  Swojego czasu zajmowałam się też grafiką i html’em. Tak się złożyło, że Internet zajmuje wiele miejsca w moim życiu. Lubię sztukę. Kolejny ważny aspekt to książka i film. Te, które wywarły na mnie ogromny wpływ i zmieniły mój pogląd na dany temat cieszą się moim wielkim uznaniem. Piszę także opowiadanie.

Mam 17 lat i jestem szaleńczo zakochana. Całe dnie spędzam z moim mężczyzną, a to mnie uszczęśliwia.
Plany na przyszłość? Mam mały problem, bo kompletnie nie mam pojęcia z czego chcę napisać maturę. Jestem typem wszechstronnym, tzn ze wszystkich przedmiotów mam w miarę dobrą wiedzę. Jednak już czas ukierunkować się. Myślę o architekturze lub historii.


  • RSS